Za nami kolejna negatywna sesja giełdowa. Każdy
z głównych indeksów naszej giełdy zanotował
spadek.
Konsekwencją takiego przebiegu zdarzeń jest szybkie
zbliżenie się indeksu WIG20 do poziomu lipcowego
dołka. Należy przypuszczać, że już niedługo dojdzie
do jego testu. Od jego przebiegu należy uzależnić
zachowanie naszej giełdy zarówno w krótkim jak
i w dłuższym okresie czasu.
Wydaje się, że samo pokonanie wsparcia 2402-2403
punkty jest kwestią czasu. Indeksy (praktycznie)
całego świata pogrążone są w dominacji strony
podażowej na rynku. Jak więc sądzę, nie ma co liczyć
na próbę wyłamania się naszego rynku z tej tendencji.
Zasadniczą kwestią pozostaje to, czy uda nam się
chociaż na chwilkę odbić w górę - chociaż pod
poziom (już teraz oporu) strefy 2490-2500 punktów,
gdzie WIG20 konsolidował się chwilkę przed wybiciem
w dół (zaznaczę tutaj, że zmiana tendencji na rynku
mogłaby nastąpić, gdyby udało się pokonać wyżej
wymienioną strefę z dość dużym impetem i znaczącymi
obrotami. Niewiadomą jest natomiast to, czy odbicie,
które prawdopodobnie pojawi się już jutro na skutek
dobrej sesji w USA, nie zostanie wykorzystane do
zamykania pozycji).
Patrząc jednak na samą strukturę wykresu WIG20,
dostrzegam podobieństwo obecnego stanu rzeczy z tym
z okresu stycznia, kiedy przez rynek przetoczyła
się agresywna fala wyprzedaży.
Czy tym razem tak się stanie? To odważna teza. którą
należy uznać za prawdopodobą (przy założeniu, że
Amerykanie mogą (równoczenie z nami) przełamać istotne
wsparcia punktowe).
Zwyczajowo w takiej chwili pozostajemy poza rynkiem
akcji.
wtorek, 13 stycznia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz